Strona:PL Abgar-Sołtan - Klub nietoperzy.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ze złotym odbłyskiem włosy prawie dotykały jego twarzy. — Panno Nino będziemy grali do spółki; będziemy mogli w ten sposób skończyć naszą rozmowę i wygramy partję...
— Co do rozmowy — przerwała mu Jadwiga drżącym, od wzruszenia głosem — tę już państwo ponoś skończyli, a zresztą: po co wam rozmowa? Jestem pewna, że rozumiecie się i bez rozmowy doskonale!.. Co do partji zaś, to inna sprawa, to jeszcze zobaczymy: kto wygra?.. W każdym razie ja mam wszelką nadzieję wygrania... A ty jak się spodziewasz Lolo? — zwróciła się z zapytaniem do młodszej baronówny.
— Ja... ja — odpowiedziała jąkając się i czerwieniąc nieśmiała Lola. — Ja nie wiem... Nina lepiej gra odemnie... Papa powiada, że Nina gra zawsze wyśmienicie.
— Tak.. tak, wyśmienicie we wszystkie gry towarzyskie — zakonkludowała z przekąsem Jadwiga — a jednak w krokieta dziś przegra, tak bowiem była zajęta rozmową z panem Kierbiczem, że prawdopodobnie nie zaraz zapomni o tem i będzie przy grze roztargniona. No, a teraz, jeżeli propozycja dziadunia przyjęta, to chodźmy grać, bo później będzie za późno.
Całe młode towarzystwo, z wyjątkiem Józia, który poszedł do swoich preparatów fizycznych, weszło na gazon przed gankiem i rozmawiając gwarnie robiło przygotowania do partji. Nim przyniesiono bramki i kule, udało się wreszcie kapitanowi odciągnąć Władysława na stronę i szepnąć mu:
— Władek! Co ty robisz? W fałszywą dmiesz dudę.. Zobaczysz, że przefujarzysz pannę!