Strona:PL Abgar-Sołtan - Klub nietoperzy.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


I pan ją pewno lubi, panie Władysławie? — zwróciła się ze złośliwym uśmiechem do Kierbicza.
— Nie nadzwyczajnie! — odparł pochmurnie zapytany, a w duszy szepnął: — Bodaj ich djabli wzięli, z całą tą wizytą!...
Marszałek tymczasem z synem wyszli na spotkanie gości aż przed ganek, a reszta towarzystwa skierowała się do pierwszego pokoju, oczekując na wejście nowoprzybyłych. Do pokoju tego wszedł jednak tylko sam baron z marszałkiem i Józiem; panny bowiem poszły do gościnnych apartamentów — ogarnąć się. Naturalnie, że obie panie poszły natychmiast do nowoprzybyłych, a baron zaś rozpoczął przed marszałkiem wyładowywać zapas nowinek usłyszanych w Kamieńcu. Były tam wiadomości zaczerpnięte w kancelarji gubernatorskiej, były zwierzenia teraźniejszego guberskiego marszałka, uczynione baronowi pod warunkiem bezwarunkowej tajemnicy; były plotki zaczerpnięte od żydów etc.
Marszałek i kapitan słuchali tych opowieści z dość żywem zajęciem, jakie zawsze znajdują mieszkańcy wsi dla nowinek miejskich; Władysław truchlał i z niepokojem oczekiwał tej chwili, kiedy baron rozpocznie opowiadania o wybrykach młodzieży. Nim jednak do tego doszło, nadeszły postrojone panny i wygłodzony marszałek dał znak przejścia do sali jadalnej. Baron podał rękę pani domu, a Jadwiga tak manewrowała, że Władysław był zmuszony prowadzić do obiadu Ninę Mönch. Obiad trwał długo; rozmowa była ożywiona i dotykała najrozmaitszych kwestyj. Baron z uniesieniem opowiadał o grzeczności starego hrabiego