Strona:PL Abgar-Sołtan - Klub nietoperzy.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W gabinecie Ursyński przedstawił Kierbicza pani Licharowej, jako swego najlepszego przyjaciela, i zajął się wyłącznie poważnym sowietnikiem, który jadł za trzech i odpowiadał monosylabami. Pani za to z ożywieniem rozmawiała z Władysławem. Rozmowa toczyła się po rosyjsku; Licharowa była patrjotką, należała do sławianofilów i nie lubiła mieszania do rozmowy francuszczyzny.
Wkrótce pod wpływem hojnie dolewanego przez Ursyńskiego szampańskiego wina i pod ogniem zalotnych spojrzeń pięknej kobiety, zły humor Władysława znikł zupełnie, rozbawił się, ożywił; zaczął sypać dowcipami, tak, że aż Ignacy kilka razy rzucił nań zaniepokojone spojrzenie. Ekatieryna Timofiejewna z coraz większym zajęciem zaczynała się przysłuchiwać rozmowie młodego Polaka; urok zaś jej piękności działał upajająco na zmysłową naturę Władysława. Jasno różowa suknia, ubrana przejrzystemi koronkami, pozwalała podziwiać ciekawym oczom młodego człowieka cały, cudownie piękny, śnieżnie biały biust młodej kobiety; krótkie rękawy odsłaniały piękne jej łokcie aż po ramiona... W zapale ożywionej rozmowy delikatna i drobna ta ręka niejednokrotnie spoczęła na ręce sąsiada i czuł on wówczas, jak szalone prądy wrzącej krwi przepływały mu przez cały organizm, a w ślad za niemi przychodził dreszcz jakiś rozkoszny, nieokreślony... Spojrzał śmiałem, wyzywającem, pożądliwem wzrokiem wprost w oczy tej rozkosznej kobiety; ona odpowiedziała mu takiem samem, może jeszcze bardziej wyzywającem spojrzeniem, a usta jej rozchyliły się na pół ironicznym, na pół lubieżnym uśmiechem.