Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


rozpadła się na kilka kawałów i buchnął jasny płomień oświetlający wnętrze izby.
— Puść go! — ozwał się przyciszony, lecz rokazujący i do głębi węzłów nerwowych trafiający głos Andrija.
Ona stała po środku izby zmartwiała zupełnie. Nie miała siły wykonać rozkazu męża.... Nie mogła już i tamtego przestrzedz.... Z dziwną niemocą słyszała jak drzwi od dziedzińca się otworzyły i on wszedł do izby.... Pociemniało jej w oczach, omal nie upadła na ziemię, aż musiała się oprzeć o przypiecek....
Ilko stał przed nią, piękny i wesoły, w świetnym, błyszczącym mundurze cesarskiego ułana; stał i wyciągał obie ręce ku niej....
— Chodź! — zawołał na nią tylko patrząc. — Wszystko gotowe, będziesz moja!
W tej chwili Andrij z toporem w ręku rzucił się jak żbik naprzód i stanął pomię-