oka stanął na tym pomoście hańby i przekleństwa, na którym z trzech rogów jaśniały głowy Talhouela’a Ducouedic’a i, Mont Louis.
Dziwne wzruszenie przebiegało tłumy. Stracenie Mont-Louis, któremu powyżéj opisane towarzyszyły okoliczności, wtrząsnęło wszystkich. Cały ten plac ruchomy, nad którym unosiły się tłumione groźby i złorzeczenia, wydawał się Gastonowi jakby morzem szerokiem, którego każda fala z osobna ożywioną była.
W téj chwili przypomniał sobie, że mógł zostać poznanym i jedno wymówienie imienia jego, przeszkodziłoby zamiarowi. Upadł więc na kolana, sam kloc przysunął i głowę na nim położył.
— Bogu ciebie oddaję, moja dobra najdroższa Heleno. Twój pocałunek ślubny płacę życiem mojem, lecz go nie okupię honorem. Niestety! kwadrans w twojem objęciu spędzony kosztował pięć głów. Żegnam cię, Heleno, żegnam!
Iskrami sypnął podniesiony miecz kata.
— I wy, przyjaciele moi, wybaczcie mi! dodał Gaston jeszcze.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/766
Wygląd
Ta strona została przepisana.