— Żegnam was moje dzieci!... Błogosławię wam! i Mont-Louis wyciągnął rękę ku oknu.
Te przedśmiertne pożegnania, rozlegające się wśród nocy, odbrzmiewają w sercu każdego.
— Dosyć już, dosyć! odzywa się wreszcie mistrz Lamer do skazanego.
— Spieszcie się! dodał zwracając się do oprawców, bo nam lud nie pozwoli dokończyć.
— Bądźcie o to spokojni! wyrzekł Mont-Louis, gdyby i lud mnie ocalił, to bym tamtych nie przeżył, i ręką wskazał głowy przyjaciół swoich.
— Oh! umiałem ich ocenić! zawołał Gaston, słysząc te słowa. Mont-Louis, męczenniku, módl się za mnie!
Mont-Louis się obraca, zdaje mu się że głos znajomy posłyszał; lecz w téj chwili pochwycili go oprawcy i prawie jednocześnie krzyk straszny się rozległ, mówiący Gastonowi, że już i Mont-Louis skończył, i że kolej jego nadeszła.
— Wbiegł po drabinie i w mgnieniu
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/765
Wygląd
Ta strona została przepisana.