Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/760

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

du Bouffay, tém wyraźniej dolatywała go jakaś głucha wrzawa.
Na placu światła pochodniowe oświecały głów morze, ale Gaston wprost zmierzał do zamku, bo tam miał do czynienia, i widzenie na placu znikło.
Wreszcie ujrzał zamek; przedsionek otworzył się przednim; warta chciała go zatrzymać, lecz z rozkazem rejenta w ręku, Gaston ją odepchnął i wszedł za kratę.
Kilku tam ludzi rozmawiało smutno; jeden z nich łzy rękawem ocierał.
Gaston zrozumiał wszystko.
— Rozkaz ułaskawienie! krzyknął, rozkaz... Słowa zamarły mu w ustach; ale rozmawiający opodal ludzie go posłyszeli a raczej zobaczyli jego poruszenia rozpaczliwe.
— Biegnij! pospieszaj! wołali, wskazując mu drogę, może jeszcze na czas zdążysz.
Gaston pospieszał naprzód, przebiegł korytarz, puste komnaty, wielką salę i znowu długi korytarz.