I przyspieszył swój lot, i popędzał konia, który jeżeli nie padł, gdy na stację przybył, to przynajmniéj pianą i krwią był zbroczony. Ciągle się o poprzednika nieszczęsnego dopytywał, i wszędzie mu mówiono, że niemal tak spiesznie jechał, jak on, jednakżeż zyskiwał przy każdéj zmianie konia minut kilka, i to mu sił dodawało.
Pocztyljoniowie, zostający daleko za nim, żałowali pomimowolnie młodego panicza, który, blady i z zamglonym wzrokiem, leciał bez odetchnienia, bez posiłku, całkiem spotniały, chociaż na mroźném powietrzu, wołając tylko:
— Konia! konia! konia co tchu!
Wycieńczony, znękany, bez innéj siły prócz mocy serca i ducha, odurzony nagłością jazdy i niebezpieczeństwem grożącém, Gaston czuł, że mu się w głowie kręci, że jego czoło dzieli się na dwoje, pot jego był jakby ze krwią zmięszany.
Pragnienie i suchość w gardle poczęła mu straszliwie dokuczać, przystanął więc w Ancenis i wypił szklankę zimnéj wody.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/757
Wygląd
Ta strona została przepisana.