Gaston zrazu na tę całą gruppę nie zważał, ale gdy już dosiadał podanego mu świeżego konia, słyszał jak jeden z obecnych mówił:
— Jeżeli tak daléj poleci, to więcéj jak jednego jeszcze ztąd do Nantes zabije.
Już Gaston miał z miejsca ruszyć, gdy nagłą, i straszną uderzony myślą, konia powstrzymał i na pocztmistrza skinął.
Pocztmistrz nadszedł a Gaston go zapytał:
— Któż tędy tak leciał jak szalony, że aż koń padł pod nim?
— Kurjer od ministerstwa.
— Kurjer od ministerstwa! krzyknął Gaston. I jechał z Paryża?
— Tak jest.
— Kiedyż tędy przyjeżdżał.
— Przed dwiema godzina.
Gaston wydał krzyk głuchy, podobny do jęku. On znał ministra Dubois.... Dubois podszedł go w kostjumie la Jonquière’a. Przypomniała mu się dobrowolność jego — i zadrżał. Pocóż wysłał tego kurjera z ta-
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/755
Wygląd
Ta strona została przepisana.