Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/749

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Ktoś idzie po wschodach, mówił Krysztof drżąc cały i więcéj przestraszony aniżeli ci, których to najwięcéj dotykało.
Drzwi się otworzyły i wszedł nadzorca.
— Panowie, przemówił, ileż żądacie czasu do załatwienia spraw waszych na świecie?
Głębokie przerażenie przejęło obecnych.
— Żądam tyle czasu, odpowiedział Mont-Louis, ażeby wyrok przesłano do Paryża i tenże z podpisem rejenta powrócił.
— A ja, dodał Talhouet, tylko tyle, ile potrzeba komissji, by żałowała za grzechy swoje i niegodziwość.
— Co do mnie, wyrzekł Ducouëdic, żądam, ażeby ministrowi w Paryżu zostawiono tyle czasu, ażeby wyrok na nas zapadły, mógł zamienić na ośm dni więzienia, na cośmy przez lekkomyślność naszą zasłużyli.
— A pan? zapytał nadzorca poważnie Pontcalec’a, który ciągle milczał. Czegóż pan żądasz?
— Ja niczego nie żądam.