— Więc pan możesz się oddalić, wyrzekł Ducouëdic.
Woźny się skłonił i wyszedł, eskortowany strażą, a ciężkie drzwi więzienia zamknęły się znowu z hukiem.
— A i co! ozwał się Mont-Louis, gdy sami zostali.
— Jesteśmy skazani, odpowiedział Pontcalec. Ale przecież ja nigdy nie twierdziłem, że nas nie skażą, mówiłem tylko, że do wykonania wyroku śmierci nie przyjdzie.
— Jestem zdania Pontcalec’a, wymówił Talhouet; zrobili to tylko, by zastraszyć prowincją i doświadczać jéj cierpliwości.
— A zresztą nie przystąpią do ekzekucji, dopóki rejent nie podpisze wyroku.
Kurjer potrzebuje dwa dni na podróż do Paryża, dzień zabawi w miejscu a dwa znowu w powrocie; zaś w przeciągu dni pięciu dużo rzeczy zajść może; i prowincja posłyszawszy wyrok na nas, powstanie.
Mont-Louis potrząsnął głową.
— Jest jeszcze i Gaston, wtrącił Pontcalec, o którym nie zapominajcie panowie.