Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/743

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Ależ rejent oszczędził Paryż, ozwał się Mont-Louis, przekonany o spólnictwo w związku Cellamarego?
— Ani jedna kropla krwi nie upadła. A jednakżeż ludzie, którzy chcieli wykraść rejenta i zabić go może, byli przynajmniéj tyle winni, co ci, przeciwko którym żadne uzasadnione oskarżenie miejsca nie miało. Więc to my mamy odpokutować za grzechy stolicy?
— Czyliż tego nie pojmujesz, Mont-Louis, przemówił Ducouëdic, że istnieje dawna nienawiść rodzinna dla Bretanii, i rejent, chcąc okazać, że należy do familii, pragnie udowodnić, że nas nienawidzi. To nie nas karzą, lecz kraj w osobach — naszych, kraj, który od trzystu lat domaga się bezskutecznie praw swoich i przywilejów, i który obcą uznać jako winny, by go się raz na zawsze pozbyć.
Woźny zawsze milczał.
— No, kończmyż już, zawołał Talhouet. Jesteśmy skazani, to dobrze. Ale nie pozostajeż nam żadna już droga?
— Nie, panowie, odpowiedział woźny.