Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/741

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

rzenia sędziów, nigdy z lepszą nadzieją do więzienia swojego nie wrócili.
Siedzieli właśnie w spólnéj izbie i wieczerzali, przypominając sobie różne szczegóły posiedzenia dzisiejszego, gdy na raz jeden drzwi otworzono i ukazała się blada i surowa twarz woźnego.
To jego zjawienie się zamieniło nagle ich wesołe wnioski w tęschne uderzania serca.
Woźny przystąpił bliżéj, dozorca więzień stanął u drzwi, a w ciemności korytarza zabłysnęły lufy muskietów.
— Czegóż pan chcesz od nas? zapytał Pontcalec, i cóż znaczą te ponure przybory?
— Panowie, odpowiedział woźny, przynoszę wam wyrok trybunału: uklęknijcie, by go posłyszéć.
— Ależ to tylko wyroku śmierci klęczący się słucha, ozwał się Mont-Louis.
— Uklęknijcie panowie, powtórzył woźny.
— Powinni to uczynić winni i ludzie podrzędni, odpowiedział Ducouëdic. My