Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/736

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Wróciwszy do więzienia, Pontcalec cieszył się, że tyle prawd sędziom swoim nagadał.
— Mniejsza o to, odparł Mont-Louis, ależ sprawa nasza zawsze źle stoi: Bretanija nie powstaje.
— Czeka wyrzeczenia wyroku na nas, zauważył Talhouet.
— O, to zapóźno powstanie! wyrzekł Mont-Louis.
— Ależ nas skazać nie mogą, ozwał się znowu Pontcalec. Prawda, że jesteśmy winni, ale o tém my sami tylko wiemy, któż nas może skazać, nie mając żadnych przeciwko nam dowodów! Komissja?
— Nie komissja, ale Dubois.
— Radbym był jednę rzecz zrobił, ozwał się Ducouëdic.
— Cóż takiego?
— Krzyknąć na pierwszém posiedzeniu: »Dalejże z nami, Bretończykowie!« Widziałem na sali nie jednę twarz przyjazną. Otóż bylibyśmy polegli albo wolni dzisiaj. A co do mnie, to wolę śmierć, aniżeli tak straszne i niepewne oczekiwanie.