— I to bardzo ukrytych, dodał Ducouëdic. Bo ani słówka o tém nie mówią.
— Wstyd będzie ich udziałem, mówił Pontcalec daléj, i którejkolwiek nocy zmuszą nas do ucieczki, by nas nazajutrz nie potrzebowali uwolnić.
— Nie wierzę ja w to, ozwał się Mont-Louis, który całą tę sprawę zawsze z posępnéj widział był strony, może dla tego, że z pośród nich, on jeden najwięcéj miał do stracenia: był żonatym i ojcem dwojga dzieci, które wraz z żoną ubóstwiał. Nie wierzę ja w to. Widziałem Dubois w Anglii i rozmawiałem z nim. Jest to kuna, która sobie mordę liże, gdy ma pragnienie. Dubois ma pragnienie i zginęliśmy, panowie: ugasi je krwią naszą.
— A parlament bretoński? wtrącił Ducouëdic, przecież istnieje jeszcze.
— Tak, ażeby na to patrzał, jak nam głowy będą ścinali, odpowiedział Mont-Louis.
Na tę całą mowę Pontcalec uśmiechnął się tylko.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/734
Wygląd
Ta strona została przepisana.