Ta strona została przepisana.
— O mój Boże! więc mnie opuszczasz! wołała, opuszczasz mnie, Gastonie!... Słuchaj, co ci mówię: nie zobaczymy się już więcéj.
— Biedaczko 1 zmysły ci się błąkają. Heleno! zawołał sam mimowolnie wzruszony.
— Tak, błąkają mi się zmysły.... ale z rozpaczy, odrzekła, zalewając się łzami.
Potém, nagle, jak gdyby po walce wewnętrznéj, przycisnęła usta swoje do ust kochanka; to znowu go odepchnęła, mówiąc:
— Idź, Gastonie, idź, teraz już umrzéć mogę.
Gaston odpowiedział jéj namiętnemi pocałunkami, gdy wtém pół do czwartéj wybiło.
— Otóż i znowu pół godziny, które dopędzić potrzeba!
— Masz słuszność, Gastonie, powinien byś już być w drodze... Żegnam cię, mój kachany.
— Do widzenia się wkrótce!
— Żegnam cię, Gastonie.