— O nie tak, Heleno, nie tak! Bądź raczej wesołą, uśmiechniéj się do mnie, podając mi rękę, i dodaj: Jedź Gastonie, jedz, bo tak każę powinność.
— Wierzę, iżbym ci to powiedzieć może powinna, ale nie mam na to dość siły, wybacz mi!
— O Heleno, to nie dobrze, żeś ty smutna, skorom ja wesoły.
— I czegóż chcesz odemnie, to jest wyższém od woli mojéj: zabierasz z sobą połowę mojego istnienia, pa mię taj że o tém.
Godzina trzecia wybiła. Gaston zadrżał.
— Bywaj mi zdrowa! zawołał.
— Żegnam cię! poszepnęła Helena.
I uścisnął jej rękę, i pocałował ją raz ostatni; wypadł z pokoju, biegł ku bramie, przy któréj rzały konie przeziębię mroźnym wiatrem porannym.
W téj chwili posłyszał głośny płacz Heleny. Wrócił znowu z pośpiechem. Stała u drzwi pokoju i z całym wybuchem żałości rzuciła się w objęcie jego.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/729
Wygląd
Ta strona została przepisana.