— Niepodobna.
— Dla czego?
— Nasamprzód, że w przeciągu dwudziestu godzin powinienem być w Nantes.
— Nie ustanę w podróży, chociażbym z trudu i umierać miała.
— Powtóre, że los twój nie od siebie saméj zależy. Masz opiekuna, któremu się twoja cześć i posłuszeństwo należą.
— O księciu mówisz?
— Tak jest. O gdybyś wiedziała, co on dla mnie zrobił... dla nas, Heleno!
— Zostawmy list do niego, on nam wybaczy.
— Nie, nie, powiedziałby, że jesteśmy niewdzięczni, i miałby słuszność. Nie Heleno, tymczasem gdy ja, jakoby anioł pocieszenia, polecę do Nantes, ty się tutaj pozostaniesz, i urządzisz wszystko do nazsego ślubu. Ja spiesznie powrócę, nazwę cię żoną moją i u stóp twoich złożę ci dzięki za szczęście i zaszczyt, któremi mnie obdarzysz.
— Opuszczasz mnie, Gastonie! zawołała nagle głosem rozdzierającym.