Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/717

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

uwolni nieszczęśliwych od strasznych udręczeń.
Dubois brwi zmarszczył.
— Tak, masz słuszność, wyrzekł rejent, jedz raczéj sam.
I dodał z cicha:
— A pamiętaj tego rozkazu z rąk nie wypuszczać.
— Wasza królewska mość więcéj się jeszcze od pana de Chaulay spieszysz, pochwycił Dubois, i zapominasz, że jest ktoś w Paryżu, co będzie sądził, że on umarł skoro go nie ujrzy.
Te wyrazy uderzyły Gastona i przypomniały mu Helenę, Helenę, którą niespokojną i strwożoną zostawił; Helenę, która go oczekiwała, i któraby mu nigdy nie przebaczyła, że wyjechał z Paryża bez widzenia jéj poprzednio.
Chwila jedna zdecydowała go: pocałował w rękę rejenta, odebrał ułaskawienie, skłonił się ministrowi, i już miał wychodzić, gdy książę zawołał.
— Ale ani słowa Helenie o tajemnicy, którą ci odkryłem, nieprawdaż? Dozwól,