ściu przynosi. Książe wyczytał z rysów jego, że coś nowego zaszło i obrócił się nagle.
— Kapitan la Jonquière! krzyknął Gaston.
— Dubois! pomruknął książę i brwi zmarszczył.
— Jaśnie oświecony panie, zawołał Gaston z przerażeniem, kryjąc w dłoniach twarz śmiertelnie zbladłą, jestem zgubiony! Nie chodzi tu już o mój ratunek, zapomniałem o honorze moim, zapomniałem o przyjaciołach w Nantes!
— O przyjaciołach swoich, mój panie? odpowiedział książę zimno. Myślałem, że żadnéj już spółki z takimi nie masz ludźmi?
— Wasza królewska mość wyrzekłeś, że szlachetne mam serce; o racz zawierzyć słowu mojemu, że Pontcalec, Mont-Louis, Talhouet i Ducouëdic, tak samo szlachetne posiadają serca.
— Szlachetne serca! powtórzył książę tonem pogardy.
— Tak, jaśnie oświecony panie, powtarzam to raz jeszcze.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/711
Wygląd
Ta strona została przepisana.