Dwie kobiety spały ciągle. Dubois i książę wybiegli z swojego ukrycia i weszli na salę. Rejent zajął miejsce swojego syna a Dubois kawalera.
Rejent przeciął szpagat u szampanki, korek wystrzelił i zbudził obiedwie kobiety.
— Aha! więc przecież raz się pan napijasz, przemówiła Mysz.
— A ty raz przecież oczy otworzysz, odpowiedział książe.
Głos ten uderzył rozespaną, jak gdyby nie była pewną siebie, czyli się na prawdę obudziła, podniosła się nieco, lecz poznając rejenta, upadła znowu na krzesło i po dwa razy wymówiła imię Julii, towarzyszki swojéj.
A Julią, zdawało się, że oczarowało szydercze spojrzenie i skrzywiona twarz opata.
— Dalejże, Myszko, mówił książe, jesteś dobrą dziewczyną, jak widzę. Kazałem cię przez Dubois zaprosić na wieczerzę. Miałaś tyle innych zatrudnień pod ręką, a jednakże przyszłaś.