Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/679

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

W téj chwili zrobił się jakiś szmer niezwycyajny w przedpokoju i służbowy urzędnik pospiesznie oznajmił:
— Pan kawaler Gaston de Chaulay.
Te wyrazy zrobiły zupełnie różne wrażenie na osobach, które je posłyszały. Dubois zbladł trupio i twarz jego skrzywiła się strasznie, wyrażając gniew groźny. Rejent zaś porwał się z radością, a twarz jego żywa powlokła barwa: było tyle uciechy na jego licu, które upiększył wyraz ufności, ile rysy przebiegłe i chytre Dubois utajonéj wściekłości zdradzały.
— Niechaj wejdzie! zawołał rejent.
— Dozwól przynajmniéj wasza królewska mość, ażebym pierwej wyszedł, ozwał się Dubois.
— Ah tak! mógłby cię poznać.
Dubois się oddalił zwolna, z rzężeniem w piersi, podobny do hieny, któréj w jéj festynie i miłostkach przeszkodzono. Wszedł do przybyłego pokoju, upadł raczéj aniżeli usiadł na krzesło, stojące przy stoliku do pisania, na którym dwie paliły