Ta strona została przepisana.
— Wierzaj mojemu słowu, Heleno, które cię nigdy jeszcze nie zawiodło. Mówię ci, że to jutro, bardzo szczęśliwém dla was będzie.
Helena ciężko westchnęła.
W téj chwili wszedł lokaj i coś zcicha rejentowi powiedział.
— Cóż się stało? zapytała Helena, którą zaraz wszystko trwożyło.
— Nic, moje dziecię, sekretarz mój ma jakiś pilny do mnie interes.
— Czy chcesz książę, ażebym się oddaliła.
— Na chwileczkę, tylko moje dziecię.
Helena udała się do swojego pokoju.
Równocześnie niemal otworzyły się drzwi i ukazał się Dubois zadyszany.
— Zkądże się wziąłeś znowu? zapytał rejent. I w takim ubiorze?
— Zkąd ja przychodzę? Ot z bastylji.
— A nasz więzień?
— Ha!
— Czy wszystko przygotowano do ślubu?