Ta strona została przepisana.
— Na tém nie dosyć.
— Jak to?
— Nie masz pieniędzy?
— Wszystko mi odebrano, com tylko miał przy sobie.
— Masz sakiewkę z pięćdziesięcioma luidorami.
— Ależ kapitanie...
— To hiszpańskie pieniądze, bierz!
Gaston ujął sakiewkę, a tymczasem pocztyljon jednego odłożył konia.
— A teraz, gdzież się udasz? zapytał Dubois.
— Do Bretanii, by się z przyjaciółmi moimi połączyć.
— Oszalałeś! Oni tak samo, jak i my, zostali skazani, i za dni dwa lub trzy ich stracą.
— Masz słuszność.
— Udaj się do Flandryi, słuchaj mnie: to jest dobry kraj. Najdalej za godzin ośmnaście będziesz na granicy.
— Dobrze odpowiedział Gaston ponuro, ja wiem dokąd się udam.