Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/671

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

quière, widzę że ś. p. Herkules mało co znaczyłby przy tobie.
— Co tam! w téj chwili przeniósłbym całą bastylję z miejsca na miejsce.
Uszli kilkadziesiąt kroków w milczeniu, a potém zwrócili się w małą uliczkę przedmieścia ś. Antoniego. Była dopiero godzina dziewiąta, lecz zupełnie pusto na ulicach, bo wiatr dął całą siłą.
— A teraz mój kawalerze, przemówił la Jonquière, bądź tak dobrym i chodź ze mną na koniec przedmieścia.
— Pójdę z tobą choćby i do piekła.
— O, nie tak daleko, jeżeliś łaskaw, bo dla większéj ostrożności potrzeba, ażeby każdy w inną poszedł stronę.
— Cóż to za powóz?
— Mój.
— Jakto! twój?
— Tak jest.
— A, mój kapitanie, powóz i cztery konie, toćże jeździsz gdyby jaki książę!
— Tylko trzy konie, mój kochany, bo jeden jest dla ciebie.
— Jakto! pozwalasz mi jednego?