— Bodaj cię mór udusił, żeś mnie zrobił spektatorem tego wszystkiego! zawołał reient do najwyższego stopnia zniechęcony.
— Szczęśliwy ojcze! odparł Dubois, troiście szczęśliwy! Dzieci waszéj królewskiej mości kanonizują się instynktowo, a świat spotwarza tę świętą rodzinę! Na mój kapelusz kardynalski! chciałbym, aby tu byli obecnymi książęta linii starszéj.
— A więc im pokażę, jak ojciec naprawia błędy swojego syna. Chodź, Dubois.
— Nie rozumiem waszej królew. mości.
— Dubois! niech mnie diabli biorą, ależ i ciebie za raza dosięgła.
— Mnie?
— Ciebie. Jest przed nami wykwintna wieczerza, wyborne winko.... Ejże Dubois! Jam głodny.... Dubois, jam spragniony.... Idźmyż i korzystajmy z tego, co nam ów mazgaj zostawił.... Rozumiesz mnie teraz?
— Zaprawdę, myśl doskonała! zawołał Dubois zacierając ręce, i wasza królewska mość jesteś tylko sam jeden, który stoisz n a równi z własną sławą.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/67
Wygląd
Ta strona została przepisana.