Ta strona została przepisana.
bie, i nie chcę nakręcić karku, ażeby mi głowy nie ścięło.
— Jesteś pierwszym kapitanem naszego czasu, kochany la Jonquière że.
— Ej co tam! nie z takich to ja się już wybawiłem tarapatów, odpowiedział kapitan, przyciągając ostatni węzeł swojéj drabinki.
— Czy już? zapytał Gaston.
— Już.
— Czy ja mam się pierwszy spuścić?
— Jak ci się podoba?
— Podoba mi się tak.
— A więc daléj!
— Czy ztąd wysoko?
— Piętnaście do ośmnastu stóp.
— Bagatela!
— Tak, dla ciebie, młokosa, ale nie dla mnie. Bądźmy ostrożni, proszę cię.
— Bądź spokojnym.
I rzeczywiście, Gaston zeszedł pierwszy, powoli i ostrożnie, a za nim la Jonquière, śmiejąc się w duszy i złorzecząc ile razy zadrasnął sobie palec albo gdy wiatr silniej drabinkę poruszył.