Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/666

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Ależ tak a nie inaczéj.
— I którędyż?
— Otwórz to okno.
— I cóż?
— Zatrząśnij kratą.
— Ah mój Boże!
— I cóż?
— Można ją wyjąć.
— Z tém nie mało miałem pracy, ale dziękiż Bogu, dopiąłem celu.
— Zdaje mi się, że to sen.
— Pamiętasz, żeś mi się pytał, czyli ja także czego nie wyłamuję?
— Odpowiedziałeś mi na to...
— Że ci na to późniéj odpowiem..... A i cóż? nie byłaż to dobra odpowiedź?
— Doskonała! ale jakżeż zejść?
— Pomóż mi.
— W jaki sposób?
— Przetrząśnijmy mój siennik.
— Ah, drabinka sznurowa!
— Otóż to!
— Gdzieżeś ją zdobył?
— Przesłano mi ją zaraz pierwszego