Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/659

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Jesteś mężczyzną, panie kawalerze, ozwał się gubernator, i żądałeś, ażebym tak do ciebie przemawiał. Słyszałem dziś wieczór, że już jesteś skazanym.
— I pan przychodzisz uwiadomić mnie, ozwał się Gaston ze zwykłą mu mocą duszy, że godzina egzekucji nadeszła.
— Nie to, ale że nadchodzi.
— I kiedyż to nastąpi?
— Mogęż panu prawdę powiedzieć?
— Będę panu za to szczerze zobowiązanym.
— Otóż jutro nadedniem.
— I gdzie?
— Na placu bastylji.
— Dziękuję panu. Jednakżeż miałem nadzieję.
— Jaką?
— Że przed śmiercią wolno mi będzie zaślubić ową panienkę, którą pan dzisiaj do mnie przyprowadziłeś.
— Czyż pan d’Argenson na to zezwolił?
— Nie, obiecał tylko prosić o tę łaskę króla.