— Gastonie! zawołała, przeszywając go wzrokiem, ty jeszcze coś przedemną ukrywasz?
Teraz Gaston znowu zadrżał.
— Ja! i cóżbym miał przed tobą ukrywać?
— Powiedziałeś mi sam, żeś się wczoraj z panem d’Argenson widział.
— Tak jest.
— A więc, Gastonie, wyrzekła blednąc, jesteś skazanym.
Gaston naglą myśl powziął.
— Tak! zawołał, jestem skazany na wygnanie, i jako egoista, chciałem ciebie węzłem nierozerwanym przykuć do siebie, zanim Francją opuszczę.
— Gastonie, czy prawdę mi mówisz?
— Nie inaczéj. Miałażbyś dosyć odwagi zostać żoną wygnańca i skazać siebie samą na wygnanie?
— I ty o to pytasz, Gastonie? zawołała Helena z zapałem. Wygnanie!.... O, dziękiż ci, mój Boże! Toćże jabym chętnie z tobą i wieczne była chciała dzielić więzienie! Więc pójdę z tobą i nieodstępnie