Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Wcale nie źle! pochwycił książę.
— Phu!... dodał Dubois.
— Jeżeli się to do mnie stosuje, odpowiem panu, że jesteś niegrzecznym. Co do mnie, mniejsza o to, bo mi pan możesz zdać sprawę z tej niegrzeczności, która jednakże w obec tych dam, jest niczém niewytłumaczoną.
— Twój napastnik posuwa się za daleko, mój opacie, przemówił książę niespokojny, bo zaczną się rąbać niebawem.
— To ich wtedy wstrzymamy.
Młody książe miny nie skrzywił, ale wstał, obszedł stół do koła, i przystępując do współ-towarzysza swojego, poszepnął mu cóś zcicha.
— Otóż widzisz! mówił rejent, coraz więcej niespokojny, do opata. Tam do licha, ja nie chcę, aby mi go zabito.
Ależ Ludwik nic więcéj nad to kawalerowi nie powiedział:
— Rękę na serce, mój panie, czyliż naprawdę tutaj się bawisz? Co do mnie, nudzę się straszliwie. Gdybyśmy byli sami mówił bym z tobą o jednej kwestyi, kto