Gaston nagłym rzutem oka wyśledził wyraz jego twarzy: był on i dzisiaj pełen grzeczności i chęci uprzejmych. Czyliż mu wyrok wczoraj zapadły jeszcze nie był świadomym? albo przywdział-że tylko taką maskę?
— Czy pan zechcesz potrudzić się do sali posiedzeń? zapytał pan de Launay Gastona.
Gaston się podniósł. Zaszumiało mu w uszach: skazany na śmierć w każdym rozkazie, którego celu nie zna, już się widzi być prowadzonym na rusztowanie.
— Mogęż wiedziéć dla czego mam zejść na salę posiedzeń? zapytał Gaston głosem o tyle spokojnym, że w nim żadne z wewnętrznych nie odbrzmiało wrażeń.
— Ażebyś pan przyjął czyjąś wizytę. Wszakżeś o to wczoraj pana naczelnika policji prosił, byś się mógł z kimś widziéć.
Gaston zadrżał.
— Więc tę osobę zobaczę?
— Tak jest.
Gaston już otwierał usta do dalszych pytań, bo przecież prosił; ażeby się
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/616
Wygląd
Ta strona została przepisana.