Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— A co?
— Przepraszam, zapomniałem, że to jest syn waszéj królewskiéj mości.
— Mój kochany, ozwał się kawaler, jesteś taki parafianin, że aż strach!
— Cóż to się znaczy! zawołał rejent. Jakżeż on w ten sposób może do księcia krwi przemawiać?
— Jest on uprzedzonym, by udawał że nie wie kogo ma przed sobą i miał księcia za zwyczajnego szlachcica. A z resztą, mówiłem mu, by go podrażnił.
— Przepraszam mój panie, ozwał się książę Ludwik, mówiłeś cóś do mnie, a że i ta pani właśnie do mnie zagadała, nie uważałem coś pan powiedział.
— I pan chcesz ażebym powtórzył, to com powiedział? zapytał kawaler z drwinkami.
— Radbym usłyszeć.
— A więc powiedziałem! Jesteś pan taki parafianin, że aż strach.
— Szczycę się tém, mój panie, bo mnie to odróżnia od pewnego Paryżanina, z którym się znam.