Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/607

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Nie, pragnę jeszcze jednéj rzeczy, lecz nie wiem do kogo się z tém życzeniem odezwać.
— Najpierwéj do mnie, a jako naczelnik policji, zobaczę czy mogę na odpowiedzialność moję przychylić się do niego, albo też najjaśniejszemu panu przedstawić.
— Chciałbym się jeszcze z dwiema widziéć osobami.
— Hm! zobaczymy.
Tym wyrazom towarzyszył jakiś ruch, który Gaston za oznakę wahania się uważał.
— Niechaj osoby te zobaczę gdziekolwiekbądź, pospieszył więc dodać, i choćby najkrótszą chwilę tylko.
— Dobrze, obaczysz je pan.
— O, mój panie, zawołał Gaston zbliżając się do niego, jak gdyby mu rękę chciał uścisnąć, wielce mnie pocieszasz.
— Jednakżeż pod jednym warunkiem.
— Pod jakimże? Niemasz warunku zgodnego z honorem moim, któregobym nie przyjął w zamian tak wielkiéj łaski.
— Otóż nie powiesz nikomu o wyroku swoim, i dasz mi pan na to słowo honoru.