Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

chwili sąsiadka młodego księcia, z uśmiechem, który pokazał zęby tak równe, jak najpiękniejszy sznurek pereł. Jakto! pan nie lubisz wieczerzać?
— Nie lubię ani jeść ani pić, kiedy nie mam głodu i pragnienia.
— Błazen! pomruknął książę, i obrócił się do Opata, który sobie usta przygryzał.
Towarzysz księcia Ludwika, śmiejąc się wymówił:
— Ależ książę robisz wyjątek, co do nudzenia się swojego, z naszych miłych współtowarzyszek?
Ludwik Orleański się zarumienił i odrzekł:
— Nie rozumiem pana.
— Mówię, że pan nie po pełnisz téj niegrzeczności względem tych dam tutaj, opuszczając tak wcześnie ich towarzystwo.
— Jest już późno, mój panie.
— Ba! odparł kawaler, zaledwie północ.
— A potém... dodał książę, szukając wymówki, a potém... jestem zaręczony.
Kobiety w głos się rozsmiały.
— Jakiż osioł! pomruknął Dubois.