Ta strona została przepisana.
wcześnie i zdaje mi się, że napotrzebnie się trwożysz.
— Bynajmniej, wiem co o tém myśleć... I otoż...!
— Co takiego?
— Nadchodzą. Cicho!
Drzwi się otworzyły, i major z czterema żołnierzami przyszedł po Gastona.
Gaston korzystał z światła, które mieli z sobą, by nieco poprawie nieład w ubraniu swojém, a potém udał się za nimi.
Kazali mu wsieść do lektyki zamkniętéj, co wcale nie było potrzebném, bo wszyscy żołnierze, obok których niesiono więźnia musieli się natychmiast twarzą do muru odwrócić: takim był przepis w bastylji.
Twarz d’Argensona była jak zazwyczaj zmarszczona. Jego towarzysze lepszéj nie mieli miny.
— Zgubionym! westchnął Gaston, biedna Helena!
Potém podniósł głowę z odwagą, jaka