Ta strona została przepisana.
światła, i byłaby próżna strata czasu, gdybyś mi je dopiero miał spuszczać.
— Więc pozwalasz?
— Proszę!
Przez chwilę trwało milczenie.
— I cóż tam? zapytał Gaston niecierpliwie.
— Hm, do diabła!
— Złe nowiny, nieprawdaż?
— Osądź sam.
I Dumesnil przeczytał:
«Kochany sąsiedzie,
Dziś wieczór przybyli nadzwyczajni sędziowie do arsenału i poznałam liberją d’Argensona. W krótce dowiemy się czegoś więcéj, bo się spodziewam wizyty doktora.
Prześléj pan tysiące ukłonów kawalerowi Dumesnil.«
— To się zgadza z tém, co mi la Jonquière mówił. Nadzwyczajni sędziowie... nie kogo innego osądzili, tylko mnie.
— Bah! zawołał Dumesnil głosem, którym usiłował zaspokoić Gastona, za-