Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/584

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

jak się żenią ci, którzy już żadnych innych nie mają widoków.
— Gdym przystąpił do tego rokoszu nie kochałem jeszcze.
— A skoroś już raz przystąpił?
— To już i cofnąć się nie chciałem.
— Brawo! to dowodzi charakteru. Czy cię brano na torturę?
— Nie; ale mało brakowało do tego.
— To cię i wezmą.
— Dla czego?
— Bo i mnie wzięto; a byłoby niesprawiedliwością, gdyby pomiędzy nami jaką czyniono różnicę. Patrz, co ci hultaje z moich sukien zrobili.
— Na jakąż torturę pana wzięto? zapytał Gaston, drżąc cały na wspomnienie tego, co pomiędzy nim a d’Argensonem zaszło.
— Wycierpiałem wodną; to jest, wypiłem półtoréj baryłki. Mój żołądek był gdyby bukłak. I nie byłbym nigdy przypuszczał, ażeby pierś ludzka tyle w sobie, bez pęknięcia, mogła pomieścić płynu.
— I czyś pan bardzo cierpiał? zapytał