Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/582

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Właśnie téż dla tego! szczebiotała jak sroka i obydwaj siedzimy teraz w klatce. Lecz nie mówmy już o tém. Cóż pan tu robisz?
— Bawię, się.
— Bawisz się? to wcale nie źle!... I czemżeż się bawisz?
— Robię wiersze, zjadam konfitury i przebijam podłogę.
— Robisz dziury w gipsowaniu sufitów królewskich? zawołał la Jonqujère, drapiąc się po nosie. O, to dobrze wiedziéć o tém. A cóż pan de Launay na to mówi?
— On nic o tém nie wie; a zresztą nie ja sam podobnéj oddaję się czynności, każdy coś tutaj przekuwa: jeden podłogę, drugi komin, trzeci ścianę; a pan, czy także czego nie przekuwasz?
La Jonquière spojrzał na Gastona, ażeby się przekonać, czy sobie nie żartuje z niego.
— Opowiem ci to późniéj, wymówił po chwili, a teraz pogadajmy poważnie: czy pan jesteś na śmierć skazanym?
— Ja?
— Tak jest, pan.