Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— O, i jam ciekawy.
— Więc idżmyż, nie mówiąc i słówka.
Rejent milczący wszedł za Dubois do gabineciku, zastawionym kwiatami, zkąd można było widzieć i słyszeć ucztujących.
— O! zawołał książę, poznając gabinecik, jestem w miejscu znajomém.
— Więcéj znajomém, aniżeli wasza królewska mość sądzisz. Ale pomniéj, jaśnie oświecony panie, że cokolwiek zobaczysz lub posłyszysz, należy się milczeć lub pocichu mówić.
— Nie troszcz się o to!
— I obydwaj zbliżyli się do otworu, prowadzącego na salę, przyklęknęli na kanapie i odsunęli kwiaty, by lepiéj widzieć, co się tam dzieje.

Syn rejenta, chłopiec piętnastoletni, siedział w fotelu, właśnie na przeciwko swojego ojca. Z drugiéj strony stołu, plevcami do dwóch ciekawych, umieścił się kawaler. Dwie kobiety, nader postrojone, uzupełniały ową partie carrée, przez opata zapowiedzianą: jedna siedziała przy młodym księciu, druga obok kawalera.