Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/541

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Uspokój się więc pan: interes bretoński źle stoi, dla tego mieliśmy honor objadować pospołu.
— Ej panie! zapewneś skompromitowany w téj sprawie?
— Lękam się tego.
— A, to mi proszę wybaczyć.
— Pan mnie raczéj chciéj wybaczyć. Ale otóż mam sąsiada, który tak stuka w podłogę, że niemal deski pękają; pozwól, że odpowiem niecierpliwemu.
— Zrób to, mój panie, bo jeżeli mnie moje wyrachowania topograficzne niemytą, powinien to być margrabia de Pompadour.
— Nie łatwo się o tém przekonam.
— Ej to nie tak trudno, jak pan sądzisz.
— Jakżeż więc?
— Nie stukaż on w sposób niezwyczajny?
— Tak jest. Czyliż ten sposób stukania ma jakieś znaczenie?
— Niezawodnie. To jest nasz sposób porozumienia się, gdy nie mamy szczęścia rozmawiania wprost z sobą, jak to obecnie czynimy.
— Chciej mi pan dać klucz do tego.