mości. I mam nadzieję, że po tym winku krew rodzinna przemówi.
— Zemną, bo nie miałeś tyle pracy, nieprawdaż, kusicielu?
— Jestem wymowny, ależ przyznać należy, że i z księcia był chwat. Wchodźmy.
— Ty masz klucz?
— A jakże!
Dubois wydobył klucz z kieszeni, włożył go ostrożnie w dziurkę od zamka, drzwi otworzyły się bez najmniejszego skrzypnięcia i znów się również cicho zamknęły, gdy wszedł rejent i minister jego. Były to prawdziwe drzwi małych domków niby znające swoję powinność względem wielkich panów, którzy im czynili zaszczyt przestąpienia ich progu.
Przez szpary zamkniętych żaluzyj było widać światło, a stojący w sieni na straży lokaje oznajmili dostojnym gościom, że uczta już się zaczęła.
— Tryumfujesz, opacie, przemówił rejent.
— Spieszmy, jaśnie oświecony panie, bom ciekawy, co książę Ludwik porabia.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/54
Wygląd
Ta strona została przepisana.