Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Ej co tam! w Paryżu lepiéj się zaśmieją. Ale jak wasza królewska mość powiedziałeś, jestem czasem trefnisiem i chcę rozśmieszyć.
Powóz zatrzymał się na przedmieściu ś. Antoniego, przed domem zasłoniętym wysokim murem, po-za którym rosnące topole do reszty go zakryły.
— Czyż to nie tutaj jest mały domek Nocé’go? zapytał rejent.
— Tak jest. Jaśnie oświecony pan masz dobrą pamięć: pożyczyłem go na dzisiaj od niego.
— Czyliżeś aby wszystko dobrze urządził? Wieczerza, będzież smaczna i godna księcia krwi?
— Obstalowałem ją sam, i księciu Ludwikowi na niczém zbywać nie będzie. Lokaje ojca jego usługują mu; kucharz ojca jego gotuje dla niego, i poumizga się....
— Komuż?
— Zobaczysz to jaśnie oświecony pan na własne oczy. Ma to być niespodzianka...
— A wino?
— Z własnéj piwnicy Waszéj królewskiéj