Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/501

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Cicho! poszepnął mu oficer, milcz pan i uciekaj co tchu, jestem tutaj, bym aresztował pana.
— Nikogo się nie wpuszcza! dodał na cały głos, odpychając Pontcalec’a ode drzwi, przed któremi natychmiast cały szereg żołnierzy stanął.
Pontcalec pochwycił rękę oficera, uścisnął ją i dodał:
— Jesteś zacnym młodzieńcem, mój panie, ale muszę wejść do mojego domu. Dziękuję, oby cię Bóg wynagrodził!
Oficer zdziwiony, kazał się wojsku rozstąpić i Pontcalec a za nim trzéj przyjaciele, przebyli dziedziniec pospołu. Rodzina jego, stojąca w progu, wydała na ten widok okrzyk boleści i przestrachu.
— Cóż to jest? zapytał margrabia spokojnie, cóż się tu dzieje?
— To jest, że aresztuję pana, odrzekł urzędnik policji paryzkiéj uśmiechającemu się Pontcalec’owi.
— Dalibóg, żeś pięknego dzieła dokonał, mój panie, ozwał się Mont-Louis, i widać, że zręczny z ciebie człowiek: je-