To obradowanie na środku ulicy mogłoby się było śmieszném wydawać, gdyby nie było chodziło o śmierć lub życie czterech pierwszych obywateli bretońskich.
— Otóż nie mieliśmy podobno słuszności, ozwał się Mont-Louis, a teraz, margrabio, rozkaz: będziemy tobie powolni.
— Obaczcie pierwéj co zrobię, a potém możecie robić co zechcecie.
I po tych słowach udał się wprost do mieszkania swojego, a za nim szli trzéj przyjaciele. Gdy stanął u drzwi, strzeżonych przez oddział gwardzistów, uderzył w ramię jednego z nieb, mówiąc:
— Mój przyjacielu, proszę cię, byś wywołał oficera swojego.
Żołnierz przekazał to żądanie sierżantowi, który wywołał kapitana.
— Czegóż pan chcesz? zapytał kapitan Pontcalec’a.
— Radbym wejść do siebie.
— Któż pan jesteś?
— Margrabia de Pontcalec.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/500
Wygląd
Ta strona została przepisana.