byś był żył za czasów Ludwika ś., byłbyś go w końcu i do panny Filon zaprowadził.
Uśmiech tryumfu przemknął się po twarzy opata.
— Otóż wasza królewska mość pragnąłeś, by książę Ludwik umiał bronią robić, jak to jaśnie oświecony pan dawniéj robiłeś i passją masz robić jeszcze i dzisiaj. Przysposobiłem wszystko do tego.
— Naprawdę?
— Rzeczywiście. Kawaler w czasie kolacji skłóci się z nim trochę na sposób niemiecki. Można jemu zaufać w téj mierze. Chciałeś wasza królewska mość ażeby i jaką porządną zawiązał miłostkę, a jeżeli się oprze syrenie, którą ku niemu wysłałem, powiem że jest ś. Antonim.
— Czyś ty ją wybrał?
— Jak to! jaśnie oświecony panie, wszakżeż tu chodzi o honor familii, a wtedy tylko sobie ufam. A więc orgja dzisiejszéj nocy, a jutro rano pojedynek. Zaś jutro wieczorem, nasz neofita będzie się mógł z dobrem sumieniem Ludwik Orleański podpisać.....
— Prawdziwe licho z ciebie! wymówił