Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/494

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

mundury tam kręcą. Co do mnie, kłaniam wam się najuniżeniéj i wynoszę się.
— I ja także, ozwał się Talhouet. Udaję się do Saint-Nazare a ztamtąd do la Croisic. Idźcie zemną, i wierzcie mi, że najlepiéj sobie poradzicie. Wiem tam o statku, który ma do Nowéj Ziemi popłynąć a kapitan jego, był dawniéj w usługach moich. Skoro na stałym lądzie powietrze dla nas nie będzie dość zdrowém, wsiądziemy na statek, i daléj w imię Boże!
— Hejże Pontcalec, dodał Mont-Louis, zapomnij nateraz o swojéj czarownicy i uchodź z nami.
— O nie, nie, nie, odrzekł Pontcalec, potrząsając głową, znam przyszłość moję pod tym względem i nie lękam się o nią: zresztą uważcie, panowie, że jesteśmy naczelnikami i że tą ucieczką przedwczesną zły przykład dajemy; niewiedząc nawet, czyli nam rzeczywiste grozi niebezpieczeństwo. Niemasz przeciwko nam żadnego dowodu: la Jonquière jest nieskazitelny a Gaston nieugięty; wszakżeż w listach swoich, wczoraj dopiéro odebranych, mó-