Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/487

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

ostrzeżenia, któreśmy otrzymali sprawiedliwe były, gdyby mnie ścigali wysłańcy Dubois, a u brzegu czekała na mnie łódka i nie potrzebowałbym daléj na niej uciekać, jak do Belle-Isle, to pomimo tego wszystkiego oddałbym się raczéj tym, którzyby mnie ścigali, mówiąc: «Czyńcie co do was należy, ja z rąk waszych nie umrę, bo wiém, że tylko morze życiu mojemu zagraża a inaczéj nie lękam się śmierci.»
Trzéj Bretończykowie wysłuchali w milczeniu powyższego opowiadania, które w obecnych okolicznościach przybrało niejako uroczystą na siebie barwę.
— Otóż teraz pojmujemy, mój przyjacielu, twoją, niezrównaną odwagę, ozwał się po chwili Ducouëdic: rodzaj śmierci jaki ci przeznaczono, zasłania cię od wszelkiego innego niebezpieczeństwa, które z tamtym styczności nie ma. Miéj jednakże na względzie, ażeby ta anegdotka nie stała się głośną, boby zmalała zasługa twoja, nie w oczach naszych, którzy ciebie ocenić umiemy, ale drudzy powiedziećby mogli, żeś się dla tego z taką odwa-