Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/484

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Stanąłem nieruchomy i jakby zdrętwiały.
— Pan mnie znasz, nieprawdaż? zapytała mnie bez najmniejszego pomieszania.
Skłoniłem głowę na znak, że ją poznałem, ale nie miałem odwagi słowa wymówić. Wszyscy otoczyli nas w około.
— Nic, nie, margrabio de Guer, uspokój się, bo nie umrzesz w ten sposób.
— I zkądżeż to wiesz? zapytałem jąkając się, chociaż wgłębi duszy o jéj wiedzy przekonany byłem.
— Nie mogę ci na to odpowiedziéć, bo sama tego niewiem: wiesz dobrze, że się nie mylę.
— Jakżeż więc umrę? zapytałem, przyzywając wszystkich sił moich i krew zimną, by jéj to zrobić pytanie i odpowiedź posłyszéć.
— Umrzesz przez morze, panie margrabio.
— Jakto? zapytałem, co chcesz przez to powiedzieć?
— Co powiedziałam to powiedziałam, i jaśniéj tłumaczyć się nie mogę. Ale po-