Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/483

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Tak, bo zaledwie że pan nasz ocalał, odpowiedział jéj mąż.
— O mój Jezu przenajświętszy! i cóżże się stało?
— Wiesz, że bagna nasze przepełnione są trzęsawiskami, otóż zapędziłem się niezważając gdzie jestem, aż na raz jeden poczułem, że gręznę coraz bardziéj; wystrzeliłem więc na znak, i mąż twój nadbiegł, moja Martyno, i wydobył mnie z błota, w którem byłbym niezawodnie śmierć moję znalazł, i to śmierć okropną a głupią zarazem.
— Oh dla Boga, przez wzgląd na rodzinę swoję, nie narażajże się tak pan margrabia!
— Dajcie mu pokój, niechaj robi co mu się podoba, ozwał się od komina jakby głos grobowy... bo on taką śmiercią nie zginie, ja mu to przepowiadam.
I odsłaniając kaptur swojego szarego okrycia, poznałem w staréj żebraczce owę wróżkę widzianą na drodze do Savenay a następnie w lesie pod Chateaubriand.